wtorek, 12 marca 2013

Live. Fall. Reborn. Rise.




Mniej więcej tak widzę moje życie przez ostatnie 3 lata... i na następne 3.
Żyłam.
Upadłam.
Odradzam się.
I powstanę.

Okropne jest, że w pewnym momencie w życiu tworzy się taka pętla, wszystko się miesza i nie wiesz, jak z tego wyjść. I wszystko wydaje się być na początku dobre, ale później zauważasz rysy i wady i znów Twoje kolorowe szkła w okularach pękają i musisz się zmierzyć z szarością tego świata.
I tak w kółko.
Nie jest to trochę nużące? Otóż z mojego punktu widzenia jest. I zamierzam przerwać tą rutynę.
Wychodzę na ulicę i widzę tych wszystkich ludzi, tak zajętych swoimi ważnymi sprawami. I to jest ok, nie mam tu żadnych wątów, że ludzie zajmują się swoim życiem. Przecież jakoś trzeba przetrwać na tym świecie. Ale jestem niesamowicie wkurzona, gdy widzę, że oprócz tych swoich ważnych spraw nie mają nic innego. Zamiast życiem zajmują się... egzystowaniem z dnia na dzień. Jestem wtedy zła na cały ustrój tego świata i jednocześnie niesamowicie smutna. Żal mi tych ludzików, którzy często nawet nie wiedzą, jak mogliby być szczęśliwi, a wydaje im się, że właśnie osiągnęli nirvanę, bo przelew doszedł na czas. Hurrra.
Czytaliście kiedyś Nienasycenie Witkiewicza lub Zniewolony umysł Miłosza? Drugi tytuł zwłaszcza polecam. W pierwszsym rozdziale zatytułowanym Murti-Bing możemy przeczytać wywody pana Miłosza na temat Nienasycenia. Jest to niezwykle ciekawa lektura, na prawdę. Jak następnym razem będziecie przechodzić obok biblioteki to zajrzyjcie i wypożyczcie, nie zawiedziecie się, jeżeli lubicie refleksje na temat życia.
Ale wracając do meritum: Miłosz w swoim dziele przybliża nam, w dość ciekawej formie, światopogląd komunistyczny. Proszę się nie jeżyć, bo to jest o tyle ważne, że w książce tej znajdujemy niezliczoną liczbę tak mądrych myśli, że aż dziw bierze, że jeden człowiek to wymyślił. I dobrze, bo o tych rzeczach trzeba mówić, zwłaszcza nam, młodym. Bo żeby odnaleźć własną drogę trzeba najpierw poznać swoją historię, ale to jest temat na zupełnie inną notatkę.
Najważniejsze jest to, że Miłosz stawia nam dużo pytań i wiele tez wymagających przemyślenia.
Na dziś zostawię Was z tym fragmentem, bardzo króciutkim:

"Bohaterowie Witkiewicza są nieszczęśliwi, gdyż brak im jakiejkolwiek wiary i poczucia sensu ich działalności.Ta atmosfera bezwładu i bezsensu rozpościera się nad całym krajem. Wtedy to pojawia się w miastach duża ilość przekupniów sprzedających w sekrecie pigułki Murti-Binga. Murti-Bing był to mongolski filozof, któremu udało się wyprodukować środek przenoszący "światopogląd" drogą organiczną. Ów "światopogląd" Murti-Binga [...] był zawarty w pigułkach w formie niejako skondensowanej. Człowiek, który zażył pigułki Murti-Binga, zmieniał się zupełnie, zyskiwał pogodę i szczęście. Zagadnienia, z którymi do tej pory się borykał, nagle przedstawiały mu się jako pozorne i niegodne troski. [...] Coraz więcej ludzi przechodziło tę kurację pigułkami Murti-Binga, a ich spokój w ten sposób zdobyty pozostawał w jaskrawym kontraście z nerwowością otoczenia."

Nie uważacie, że media i politycy też poddają nas takiej kuracji pigułkami Murti-Binga? Nawet nie zauważamy, gdy siedząc i przyswajając papkę internetową i telewizyjną tracimy z oczu wartości, które powinny być dla nas najważniejsze. A jakie to są wartości, niech najlepiej każdy z Was ustali to indywidualnie.