Wszechświat nadal istnieje.
Świat nadal się kręci.
Świat nadal się kręci.
Słońce w dalszym ciągu wschodzi na wschodzie i zachodzi na zachodzie.
Moje serce nadal bije. Tylko tak jakoś inaczej. Już nie wyskakuje mi z piersi, tylko obija się o żebra, tak jakby było zawieszone wśród pustej klatki, którą stało się moje ciało. Oczy niby nadal te same, ale jednak jakiś cień się w nie wkradł, zamieniając je w dwie studnie bez dna. To nadal jestem ja, ale zupełnie się tak nie czuję.
Miłość.
Dawno wyśniony sen, tak nierealny. Ale jednak prawdziwy. Bo jeżeli czegoś nie ma to nie można przecież za tym tęsknić, prawda?